Krajobraz po bitwie – UFC Fight Night 111: Holm vs. Correira

David G. McIntyre-USA TODAY Sports

Kto tak naprawdę odniósł zwycięstwo a kto powinien wstydzić się swojego występu?

Holly Holm przerwała fatalną passę porażek pokonując Bethe Correię. Co więcej, The Preacher’s Daughter toczyła z rywalką bardzo nudny bój, ale zakończenie – przez wysokie kopnięcie – na pewno było efektowne. Wygrana ta jednak – poza potwierdzeniem, że Holm pozostanie w UFC – nie daje byłej mistrzyni wiele, Correia to co najwyżej przeciętna zawodniczka i to tylko dlatego, że dywizja kogucia kobiet nie jest zbyt mocna. W kolejnej walce Holly mogłaby zmierzyć się z Sarą McMann.

Marcin Tybura odniósł najważniejsze zwycięstwo w karierze pokonując na punkty Andreia Arlovskiego. O ile pod względem zapasów Polak górował nad rywalem a w parterze zdominował Pitbulla tak pod względem umiejętności stójkowych i kondycji należy mieć zastrzeżenia. Przed Tyburą jeszcze sporo pracy i walk przed ewentualną konfrontacją z czołówką wagi ciężkiej, w kolejnym pojedynku Marcin mógłby zawalczyć z Derrickiem Lewisem (jeśli nie zdecyduje się on zakończyć kariery) lub wygranym walki Alexander Volkov vs. Stefan Struve.

Colby Covington w klatce potwierdził to, co przez długi czas zapowiadał we wszelakich wystąpieniach. Amerykanin poza krótkimi momentami walki w stójce nieustannie męczył Dong Hyun Kima zapasami i kontrolą pod siatką. Styl wygranej nie był kosmicznie efektowny jednak pokonanie znajdującego się na siódmym miejscu w rankingu wagi półśredniej Koreańczyka znacznie poprawi notowania Colby’ego. W kolejnej walce Covington mógłby zmierzyć się z Kamaru Usmanem.

Rafael dos Anjos udanie zadebiutował w wadze półśredniej pokonując na punkty Tareca Saffiedine. Nie można powiedzieć, że Brazylijczyk łatwo przeszedł byłego mistrza organizacji Strikeforce, ale trzeba pamiętać, że pomimo ostatnich niepowodzeń nadal jest on mocnym zawodnikiem. W kolejnym pojedynku dos Anjos mógłby zawalczyć z wygranym pojedynku Gunnar Nelson vs. Santiago Ponzinibbio.

Jon Tuck, Alex Caceres a zwłaszcza Russell Doane wygranymmi na UFC Fight Night 111 uratowali swój byt w największej organizacji MMA na świecie. Przed sobotnią galą w najtrudniejszej sytuacji znajdował się Hawajczyk mający za sobą cztery przegrane z rzędu, 30-latek znakomicie rozmontował Kwan Ho Kwaka nokautując go pod koniec pierwszej odsłony. W nieciekawej sytuacji znajdował się także Bruce Leeroy, który przegrał pojedynki z Yairem Rodriguezem oraz Jasonem Knightem. Amerykanin co prawda pokonał Rolando Dy’a, ale w nieporywającym stylu jak na tak słabego rywala. Po dwóch porażkach z rzędu zwycięstwo odniósł także Jon Tuck, który szybko rozprawił się z Takanorim Gomim, Guamczyk najpierw naruszył rywala w stójce by następnie poddać go duszeniem.

Niespodziankę sprawił Ulka Sasaki, który pokonał faworyzowanego Justina Scogginsa. Japończyk przez większość czasu walki był tylko cieniem swojego oponenta, ale w drugiej odsłonie bezbłędnie wykorzystał błąd Justina i duszeniem zza pleców zmusił go do poddania.

Dla Bethe Correi rywalizacja w walce wieczoru z Holly Holm była wielką szansą jednak przegrywając nudną walkę o efektownym kopnięciu po raz kolejny potwierdziło się, że Brazylijka jest jedynie przeciętną zawodniczką. W ostatnich pięciu walkach Correia odniosła tylko jedno zwycięstwo (niejednogłośna wygrana na punkty z Jessicą Eye) i teraz powalczy o utrzymanie kontraktu z UFC – np. w konfrontacji z Katlyn Chookagian lub Ashlee Evans-Smith.

Andrei Arlovski przegrywając na punkty z Marcinem Tyburą poniósł piątą z rzędu porażkę w ciągu ostatnich 18 miesięcy. To sygnalizuje tylko jedno, 38-latek musi poważnie zastanowić się nad dalszą karierą zwłaszcza, że UFC może nie chcieć zobaczyć go po raz kolejny w oktagonie.

W ciężkiej sytuacji znajduje się także Tarec Saffiedine, Belg w sobotę nie sprostał wyzwaniu w osobie Rafaela dos Anjosa. 30-latek nie potrafił znaleźć sposobu na wywierającego presję rywala i musiał uznać jego wyższość tak w stójce jak i w parterze. W kolejnej walce Tarec (o utrzymanie w UFC) mógłby podjąć Yancy’ego Medeirosa.

Przygoda Takanoriego Gomiego z UFC najprawdopodobniej dobiegła końca. Ciężko znaleźć argument za tym, by Japończyk dalej walczył w największej organizacji MMA na świecie. W każdej z czterech ostatnich walk (przegranych w pierwszych rundach) był mocno naruszany uderzeniami i nie pokazał niczego, co nakazywałoby z optymizmem patrzeć na ewentualne kolejnej walki Gomiego.

Dla Justina Scogginsa pojedynek z Ulką Sasakim miał być okazją do odbudowania się po przegranej przez poddanie z Pedro Munhozem. Niestety 25-latek nieco zlekceważył swojego rywala za co zapłacił najwyższą możliwą cenę przegrywając walkę przez duszenie zza pleców.

A co Wam najbardziej zapadło w pamięć? Kto zasługuje na wyróżnienie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.