Tag Archive | "Gladio"

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #6: Jeden miesiąc, dwa turnieje i sto różnic między nimi cz. 2

Fot. Konrad Polvo Archiwum prywatne

Nihao prosto z Chin!

Zapraszam na drugą część raportu z dwóch eventów w jakich brałem udział w ciągu miesiąca. W tej części opowiem Wam o turnieju International Pro (UAEJJF) w Taiyuan. Read the full story

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #6: Jeden miesiąc, dwa turnieje i sto różnic między nimi cz. 1

Fot. Konrad Polvo Archiwum prywatne

Nihao prosto z Chin!

Dawno nic nie napisałem – zmiana pracy, awaria kompa, przeprowadzka, treningi… Jak mawiał Boguś Linda: “Kurrrr…czę”. Ale ostatnio wyrwalem trochę czasu z grafiku, uspokoiło się w życiu, a i na zawody znalazłem czas. Dzięki mojej super zdolności organizowania grafiku, tym razem będzie raport z dwóch eventów – fajnego i ujowego. Jeśli wiecie o co chodzi… 😉 Read the full story

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

Zamojski Grappleton 2 – Sport Łączy Generacje

16 grudnia w OSiR w Zamościu odbędzie się druga edycja świetnego turnieju grapplingowego Zamojski Grappleton 2 – Sport Łączy Generacje. Read the full story

Posted in GrapplingComments (0)

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #5: CKF Submission Only – wielka zadyma na zadupiu Pekinu

Nihao prosto z Pekinu! Na samym początku wielkie przeprosiny za tak długą przerwę, ale nie chcieliśmy wrzucać zbyt szybko nudnych materiałów – jednym słowem stawiamy na jakość a nie ilość. Do tego doszło moje przygotowanie przed konkretnym turniejem CKF Submission Only, który to zresztą w tym odcinku będzie opisywany. Read the full story

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #4: Wizyta w klubie Fight Brothers

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #4: Wizyta w klubie Fight Brothers

Ostatnio wspomniałem tylko przelotem o klubie do którego trafiłem, czyli Fight Brothers. W dzisiejszym odcinku chciałbym pokazać Wam, drodzy czytelnicy, klub od podszewki. Czym się różni od czołowych polskich klubów? Jak jest wyposażony? Ile osób uczęszcza na zajęcia? Czy mieści się tam małe chińskie osiedle czyli 2-3 miliony ludzi? I wreszcie, ile to kosztuje? Odpowiedzi na te i inne pytania już w dzisiejszym reportażu z Pekinu, czytajcie a będzie Wam dane (się dowiedzieć).

Trafienie do tego klubu graniczy z cudem. Ja osobiście posiłkowałem się mapą wysłaną przez kumpla, zapytałem o drogę w dwóch warsztatach samochodowych i jednej agencji nieruchomości, następnie ubłagałem stróża o otwarcie bramy, pokręciłem się 5 minut po okolicy i wreszcie znalazłem klub. Z zewnątrz wygląda, a raczej nie wygląda, jak na zdjęciu – szklany baniak. Ale już w drzwiach na moim obliczu zagościł uśmiech – w końcu 4-metrowa figura Bruce’a Lee nie stoi w każdej restauracji czy innej kręgielni. Do tego przyzwoitej wielkości banery reklamowe prezentujące dwóch właścicieli tego przybytku, czyli braci Yao Honggang i Yao Zhikui. Schody prowadzą spiralnie w dół, całe 3 piętra. Jeśli ktoś ma lęk wysokości to nie polecam patrzeć przez poręcz, grozi natychmiastowym wypełnieniem pampersa.

Na dole atmosfera się zdecydowanie zagęszcza. Chińczycy nie przesadzają ze skromnością i na ścianach wisi jakieś 200-300 fotografii, między innymi z zawodów, promocji i treningów, ale także z wyjazdów, obiadów klubowych i słit focie bez żadnej okazji; taki Facebook wall w wersji live. Tuż przed drzwiami recepcji stoi pokaźna ilość pucharów, z czego największy przypomina małą kapliczkę i waży tyle że nie dałem rady tego cholerstwa ruszyć z miejsca. Wprawdzie krzyki kolesia z recepcji też mi nie pomagały, ale… No i właśnie recepcja – nie jest zapieprzona produktami, można za to zamówić sobie dowolne rzeczy z katalogu i mieć je do odbioru na drugi dzień. Wisi kilka kimon, koszulek, spodenek i rękawic do celów przymiarkowych, oraz oczywiście naszywki klubowe w które wyposaża się każdy już po dwóch dniach treningów. Do kupienia są także klubowe: czapeczki, koszule, kurtki zimowe, płaszcze przeciwdeszczowe, spodenki, rękawice i owijki bokserskie. A jakby się sprężył i poszukał to pewnie też sznurowadła. Dzięki temu że „mają rozmach sku#$%^syny” klub ma niezachwianą płynność finansową, najlepsi trenują za darmo, a najlepsi z tych najlepszych mają opłacane przeloty na zawody w kraju. Jednym słowem – wypas. Zanim wejdziemy na salę, jedna rzecz która mi się NIEZMIERNIE podoba – klapki. Każdy z nas kiedyś zapomniał śmigaczy – w klubie FB można sobie klapeczki wziąć na czas treningu nieodpłatnie, czyste, zdezynfekowane i prosto z szafeczki oświetlanej ultrafioletem z celu wybicia szczególnie upierdliwych bakterii/grzybów. Pomysł prosty i naprawdę polecam.

Korytarzykiem trafiamy do wejścia, mijamy kibelki (oszczędziłem Wam widoku dziury w podłodze – czystej, ale jednak dziury), trafiamy do szatni. Do dyspozycji jest 50 szafek, co na potrzeby klubu wystarcza zupełnie. Szafeczki są zamykane na kłódeczki, ale nikt ich nie używa – w końcu trenują tu głównie znajomi znajomych dalszych znajomych i nikt nie wyciąga rąk po nie swoje rzeczy. Jako przykład podam że kiedyś zostawiłem przy lustrze Samsunga S6 i portfel z pokaźną ilością gotówki – nikt nie ruszył. Z szatni przechodzi się od razu pod prysznice, woda jest w proporcjach 49,5% wrzątek, 49,5% lodowata i 1% w sam raz. Każde ruszenie pokrętła od wody kończy się wrzaskiem z takich czy innych powodów, więc jest głośno i wesoło. 😉

Główny punkt programu czyli sala treningowa. Sala dzieli się na 4 główne części. Pierwsza to siłownia – nie ma tu jakiejś euforii, sprzęt jest tylko podstawowy I BARDZO DOBRZE. Są hantle, są kettle, są gryfy i ciężary do wyboru, są 2 bieżnie, 3 rowerki i drabinki, a ostatnio pojawiła się też lina dla miłośników palących się rąk (to po zjeżdżaniu jakby ktoś nie zatrybił…). Przy siłowni znajduje się pokaźnych rozmiarów szafeczka z której można pożyczyć rękawice dowolnej formy i koloru, przyrządy gimnastyczne z hiciorami takimi jak skakanka, czy pasy do BJJ.

Drugi kawałek sali to ring. Pełnowymiarowy, pokryty płótnem z logo klubu, z solidnymi linami i codziennie czyszczony. Nie jestem znawcą boksu więc się nie wypowiem tu zbyt obszernie, ale lubię tenże kawałek podłogi, bo jak przychodzę wcześniej to się na nim rozgrzewam 🙂 .

Trzeci kawałek to ćwierć oktagonu. Pod ścianami są ustawione ścianki klatki, wykonane solidnie, jako iż są częścią klatki właściwej. Na okazje lokalnych turniejów, sparingów przed rożnymi ważnymi finałami zawodów z wyższej półki, czy z okazji wizyty jakiejś ważnej osobistości klatka jest składana, wyciągana na środek sali i chłopaki dają w niej do pieca. W tej części znajdują się także 2 konkretne bolki, czyli manekiny do ćwiczenia techniki rzutów, technik w parterze, uderzeń w parterze, oraz przez dzieci do ćwiczenia skakania komuś po głowie.

I na koniec danie główne czyli MATA. Mata jest naprawdę spora, jeszcze nie było sytuacji że grupa się na niej nie mieściła, a przychodzi od 20 do 50 osób na jeden trening. Przy samej krawędzi, z jednej strony są umieszczone worki, sztuk osiem (albo jakoś tak bo nie liczyłem dokładnie, może 10). Worki duże, ciężkie i dobrze wykonane. Sama mata jest typowym tatami, nie składana z brudzących na niebiesko (czy inny kolor) puzzli, zmywana przez miłego pana (o jakże oryginalnym nazwisku Li) przed każdym treningiem i po treningu jeszcze raz środkiem bakteriobójczo-zapachowo-konserwującym.

W tym właśnie miejscu dane mi jest trenować. Czy drogo? W porównaniu do Polskich warunków na pewno – pół roku treningów to 5000 yuanów, czyli ok 2,5 tysiączka polskich złociszy, natomiast za roczny karnet zapłacimy 8000, czyli 4 tysiaki. W cenie dostajemy nieograniczony wstęp od 8 rano do 23 w nocy, doskonałą kadrę instruktorską i wszystkie bajery jakie wymieniłem. Jeśli ktoś miałby ochotę się kiedyś wybrać do Pekinu i przy okazji odwiedzić ten klub, to nie musi się martwić kosztami – pierwszy tydzień czy dwa zawsze są za darmo. Zatem zapraszam w odwiedziny, a póki co do kolejnego przeczytania. OSSU!

Polvo

POPRZEDNIE ODCINKI

POLVO WŚRÓD SMOKÓW: Ja, „Polvo” #1

POLVO WŚRÓD SMOKÓW: Pewnego razu w Szanghaju… #2

POLVO WŚRÓD SMOKÓW #3: Denilson Bischiliari – kowboj w Chinach

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

POLVO WŚRÓD SMOKÓW: Pewnego razu w Szanghaju… #2

 

             Któregoś dnia zostałem jak zwykle po treningu żeby pogadać z ludźmi, wymienić się uwagami, porozciągać stare kości i tak dalej, wiecie jak to leci. No i siedzimy, gadamy, rozciągamy… Zazwyczaj trenuję w parze z Andrew, kolegą z Nowej Zelandii na wygnaniu w Chinach. Człowiek fajny, zorientowany, siedzi tu piąty rok, płynnie zasuwa po mandaryńsku, ma świra na punkcie BJJ i coraz to przynosi jakieś wieści. Ten dzień nie był inny.

A: „… wiesz, na tych zawodach co będą w Szanghaju sporo ludzi się pojawia, a czasem…”

              W tym miejscu oczywiście mój mózg zadecydował że przełączy się w tryb zadawania pytań ze skutkiem natychmiastowym, jako że Andrew ma zwyczaj kontynuowania monologu przez bite 15 minut, chyba że mu się szybko przerwie jak bierze oddech. Strategia zadziałała i w kilka minut wiedziałem już sporo – nie wszystko, ale wystarczająco żeby się nakręcić. Zawody są organizowane przez GCJJF (Greater China Jiu Jitsu Federation), trwają jeden dzień, nagrody dupy nie urywają ale są przyzwoite, noclegi są tanie, a żeby tam dojechać nie muszę szukać kupca na nerkę. Całkowity koszt to ok. 2000 yuan (jakieś 1000 zeta), co przy zarobkach w Chinach nie oznacza głodówki do kolejnej wypłaty i tyle dobrego.

            Jednym słowem napaliłem się jak szczerbaty na suchary! Kurde, zawody w Azji! Nie miałem w Polsce zbytnio okazji do szwendania się po zawodach, ominęły mnie spore imprezy przez wyjazd, to teraz sobie odrobię! Ale nie tak hop siup, zabawa miała się dopiero zacząć. Jak wszystko w Chinach, wyjazd też nie może być prosty. Pierwsza przeszkoda – kupno biletów na pociąg. Trzeba mieć paszport – mam. Trzeba wydać ok. 500 yuanów na bilet w jedną stronę – spoko. Trzeba zamówić bilet miesiąc wcześniej – nie ma sprawy. I wreszcie z tym wszystkim trzeba iść do kasy gdzie nikt nie mówi po angielsku i zarezerwować bilety na konkretny dzień i godzinę – noż ja pier…dykam. Ale dynia nie tylko od zasłaniania szyi, zaciągnąłem Andrew do kasy biletowej, cing ciang ciung i zamówione.

            Etap drugi – zamów sobie nocleg. E, dam radę – pomyślałem, i zacząłem przeglądać hostele w okolicy zawodów. Po 3 godzinach byłem bliski rzucenia telefonem o ścianę z nadzieją trafienia jakiegoś Chińczyka za tąże ścianą – hostele w 90% wymagają przedpłaty z karty kredytowej, a z tych 90% kolejne 90% nie przyjmuje obcokrajowców. Czemu? Jaki to interes? Nie wiem, nie pytajcie, ale kolejne maile powiadamiające o „niemożności dokonania rezerwacji” przychodziły jak z elfy z maszyny Świętego Klausa. WRESZCIE udało mi się znaleźć hostel, po cenie lekko wyższej niż planowałem, ale wszystko w limicie wydatków.

            Etap trzeci – rejestracja. Też gimnastyka jak cholera, ale tu się nie produkowałem i poprosiłem znajomą Chinkę z naszej akademii o wpisanie mnie na listę i dopięcie formalności. Wieczorem już miałem potwierdzenie o starcie i tylko czekałem na dzień zawodów. Aha, tydzień przed zawodami dowiedziałem się że w mojej kategorii (-82,3kg) nie ma ludzi i mogę dostać medalik za free albo walczyć w kategorii do 94 kg. A co mi tam, powalczymy, nie takich cielaków się składało w origami…

            I wreszcie nadeszła upragniona chwila wyjazdu. Przewinę żeby nie zanudzać – z pracy do sklepu, ze sklepu do metra, z metra do sklepu po portfel który zostawiłem przy kasie, powrót do metra, metrem na dworzec, wchodzę na dworzec, zero oznakowań, tryb paniki… Na głodnego źle się myśli, idąc za tą logiką oszamałem jakiegoś kuraka z ryżem i zacząłem szukać mojej bramki. Tak, bramki na pociąg – najszybsze pociągi klasy G mają zbliżone odprawy do tych na lotnisku. Wprawdzie jest szybciej ale też trzeba dać się obmacać, wrzucić bagaż do rentgena, w razie podejrzeń przygotować się na pana rozmiarów młodego goryla z gumową rękawicą… Ale udało się bez problemów i o godzinie 15.00 ruszyłem w tempie 300 km/h w stronę Szanghaju. Obsługa co 30 minut wymiata niewidzialne śmieci, w klasie ekonomicznej zadziwiająco dużo miejsca, cichutko, prędkości się nie odczuwa, a po 5 godzinach człowiek ląduje na miejscu. A żeby było weselej – 5 minut przed odjazdem dobiegł zdyszany Andrew więc on też jechał i dojechał.        

            Szanghaj robi wrażenie – światła, neony, ulice tętniące życiem nawet po północy, wszędzie jakieś show, naganiacze, okazje – nie da się tego opisać słowami, ale uśmiech miałem na twarzy permanentnie; jeśli ktoś lubuje się tak jak ja w azjatyckich klimatach to polecam w stu procentach.Podziwiając okolice dotarliśmy do hostelu – o dziwo BARDZO przyzwoity standard, czyściutko, ręczniczki pościel i wszystko super. Walnęliśmy się grzecznie do łóżeczek o godzinie 22 i budziki na 9 rano.

            Na miejsce zawodów dotarliśmy po śniadaniu, w samą porę żeby obejrzeć sobie halę, znaleźć przyzwoite miejsca, zapoznać się z rozkładem kibelków, potwierdzić przybycie, odebrać okolicznościowe koszulki, kupić czapeczki, kupić wodę… W międzyczasie dotarli jeszcze kumple z akademii w liczbie trzech sztuk, z tego dwóch startujących. Zawody rozpoczęły się o godzinie 10.00, bez obsuwy. Powiem od razu co się mi podobało, a co znacznie mniej. Z plusów na pewno organizacja – wszystkie komunikaty powtarzane przez nagłośnienie po 10 razy, 6 mat do walk i angielskojęzyczna obstawa imprezy. Z minusów – temperatura w środku wynosiła ok. 10 stopni. Dlaczego? A dlatego że drzwi wejściowe prowadziły niemal bezpośrednio na maty (ok. 5 metrów), a drzwi te były non-stop otwarte, w związku z tym panowała taka piździawica (26 listopada…) że dałbym sobie rękę uciąć że widziałem na sali kilka pingwinów… Drugim poważnym minusem było sędziowanie – w pierwszej walce jaką oglądałem sędzia dawał punkty od razu po wykonaniu akcji, nie czekając przepisowych trzech sekund na ustabilizowanie na pozycji. W moich walkach kilka razy nie dostałem punktów i też nie było się kiedy o to sprzeczać, zresztą nie gadam po chińsku tak żeby się wykłócić, ale niesmak pozostaje.

            Walki były ciekawe, na niektórych matach panowała prawdziwa wojna. Troszkę się przyczepię ponownie do sędziów, którzy nie potrafili ocenić umiejętności białych pasków, przez co trzech zawodników wróciło do domu na wózeczkach z napędem ręcznym. Rozumiem, walka i tak dalej, ale jeśli sędzia nie wyłapuje na czas takiego detalu jak zakładana skrętówka, to coś tu jest nie tak. W niebieskich paskach już było mniej kontuzyjnie, ale bardzo konkretnie. Na szczególną wzmiankę zasługuje zawodnik o imieniu Arturus, Rosjanin. Prezentował naprawdę konkretny poziom techniczny, a na drugim miejscu uplasował się tylko dlatego że oddał koledze z akademii walkę o finał. Bardzo ładny gest i super walki. W elicie, czyli purpurach/brązowych/czarnych pasach stawiło się niespodziewanie mało zawodników. Szczególnie brązowym pasom przydałoby się jakieś szkolenie motywacyjne, ponieważ na zawodach nie pojawił się ani jeden zawodnik z tym kolorem paska. „Czarnuchów” przybyło bodajże czterech, z dwóch akademii, a same walki były tak ciekawe że mi się zasnęło w oczekiwaniu na moje Open…

Nasza ekipa wypadła nadspodziewanie dobrze i każdy przywiózł blaszkę, nieskromnie nadmienię że udało mi się zdobyć dwa złote kółeczka – w kategorii -94,3 kg i w Open. Cieszy także, że panowie sponsorzy stanęli na wysokości zadania – oprócz krążków i dyplomów wszyscy medaliści dostali pokaźne paczuszki z suplementami, natomiast zdobywcy pierwszych miejsc w open elity zostali dodatkowo obdarowani kimonami firmy Pariah – bardziej niż przyzwoitej jakości, a żeby nikt nie wyjeżdżał z pustymi łapkami to organizatorzy dorzucili dla każdego zawodnika bez wyjątku okolicznościową koszulkę termiczną. Jedynym minusem, już na sam koniec, był fakt przywłaszczenia sobie przez nieznanego osobnika mojego telefoniku na którym chciałem nagrywać walki. Z drugiej strony na matę wchodziłem z dodatkową porcją adrenaliny, więc może to i dobrze się stało…

Podsumowując – jeśli będziecie chcieli kiedyś wybrać się na Shanghai International, to polecam tą imprezę gorąco. Poza naprawdę fajną atmosferą na zawodach, można spróbować lokalnych smakołyków czy pozwiedzać miasto, a jest co zwiedzać. Nawet fakt przydługaśnego załatwiania wszystkich formalności nie jest w stanie przyćmić blasku Szanghaju, więc krótko mówiąc – polecam!

Konrad Polvo

Zobacz również POLVO WŚRÓD SMOKÓW: Ja, „Polvo” #1

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

POLVO WŚRÓD SMOKÓW: Ja, „Polvo” #1

 

Od kiedy tylko pamiętam, jarałem się oporowo sztukami walki, w szkole dostawałem nagany za złe zachowanie z powodu licznych bójek, aż w końcu odnalazłem się w MMA… a nie, to nie ta bajka… Read the full story

Posted in Polvo wśród SmokówComments (0)

Zamojski Grapplethon – 28 listopada Zamość

Zamojski Grapplethon plakat F24

Z inicjatywy klubu Gladio oraz przy współpracy ze szkołą Lider, ogłaszamy pierwszy zamojski maraton grapplingowy, który odbędzie się 28 listopada w klubie Gladio Zamość przy ul. Peowiaków 9! Read the full story

Posted in Grappling2 komentarze

ALMMA 82 Lubartów – super fight na zasadach Metamoris

ALMMA 82 Lubartów Rosa vs Grzejszczak

W Extra Fight staną naprzeciw siebie dwaj utytułowani zawodnicy, Krzysztof Rosa i Krystian Grzejszczak, znani na arenie polskiej jak i międzynarodowej. Walka odbędzie się na zasadach Metamoris, obaj zawodnicy muszą spełniać wymagany limit wagowy -75 kg w kimonach. Read the full story

Posted in Polskie MMAComments (0)

Puchar Polski Wschodniej MMA i BJJ – ALMMA 82 Lubartów plan zawodów

ALMMA 82 Lubartów

16 maja w Lubartowie koło Lublina odbędzie się Puchar Polski Wschodniej MMA i BJJ pod patronatem Burmistrza miasta Lubartów. Read the full story

Posted in Grappling, Polskie MMAComments (0)

Puchar Polski Wschodniej MMA i BJJ – ALMMA 82 Lubartów

ALMMA 82 Lubartów

16 maja w Lubartowie koło Lublina odbędzie się Puchar Polski Wschodniej MMA i BJJ pod patronatem Burmistrza miasta Lubartów. Zawody odbywać się będą w Zespole Szkół nr 2 im. Księcia Pawła Karola Sanguszki przy ul. Chopina 6. Read the full story

Posted in Grappling, Polskie MMAComments (0)

2 Festyn Sportowy – 30.08.14 Świdnik

Kliknij w plakat by powiększyć

 

Serwis Fight24.pl objął patronatem medialnym II Festyn Sportowy, który odbędzie się 30 sierpnia w Świdniku. Read the full story

Posted in RóżneComments (0)

Mariusz Białas przed Mistrzostwami Polski Wschodniej ALMMA 59

Mariusz Białas Facebook

27 kwietnia w Chełmie odbędą się Mistrzostwa Polski Wschodniej Amatorskiej Ligi MMA (ALMMA 59) na której będzie walczył Mariusz Białas, perspektywiczny i utalentowany zawodnik klubu Gladio z którym porozmawiałem o jego starcie, obecnej formie i dalszych planach. Read the full story

Posted in WywiadyComments (0)

Wywiad z Marcinem Heldem podczas seminarium w lubelskim Gladio

 

Wczoraj w lubelskim klubie MMA Gladio odbyło się seminarium z Marcinem Heldem, zawodnikiem organizacji Bellator oraz czarnym pasem BJJ. Marcin przeprowadził szkolenie z zakresu BJJ i elementów zapasów pod MMA. Przy okazji zadaliśmy mu kilka pytań dotyczących minionego roku oraz planów na 2014 rok.

Posted in Wywiady2 komentarze

Fotorelacja z seminarium z Marcinem Heldem

Prezentujemy fotorelację z seminarium z Marcinem Heldem, które odbyło się 11 stycznia w lubelskim klubie Gladio. Marcin przeprowadził szkolenie z zakresu BJJ i elementów zapasów pod MMA. Read the full story

Posted in GrapplingComments (0)

Fight Travel odc 1 – Gladio Lublin

 

Zapraszamy do obejrzenia premierowego odcinka serii Fight Travel. W tym odcinku odwiedziliśmy lubelski klub MMA GLADIO oraz przedstawiliśmy jego historię i nauczyliśmy się kilku ciekawych technik. Read the full story

Posted in Fight Travel2 komentarze

Dzisiaj polecamy


Najbliższa gala

ACA 103: Yagshimuradov vs. Butorin

Data: 14.12.2019, Sankt Petersburg

UFC 245: Usman vs Covington

Data: 14.12.2019, T-Mobile Arena, Las Vegas, Nevada – USA

Bellator 235 “Salute the Troops”: Barnett vs. Markes

Data: 20.12.2019, Neal S. Blaisdell Center, Honolulu – Hawaje

GLORY Collision 2: Unfinished Business

Data: 21.12.2019, GelreDome, Arnhem – Holandia

Zobacz więcej gal »

Współpraca

Patronat medialny





Fight24 na FB i Twitter



Zaprzyjaźnione kluby

fight24 mma

Polecane serwisy

Kontakt

Znajdź nas na

Informacje

Popularne tagi

Alistair Overeem Anderson Silva Bellator BJJ BJ Penn boks Brock Lesnar Cain Velasquez Dana White Dan Henderson DREAM Fedor Emelianenko fight24.pl Frank Mir Gegard Mousasi Georges St. Pierre Grappling GSP Jan Błachowicz Jon Jones Josh Barnett Junior Dos Santos K-1 kickboxing KSW Lyoto Machida Mamed Khalidov Mariusz Pudzianowski mma MMA INFO MMA News Muay Thai Nick Diaz Randy Couture Rashad Evans Shane Carwin Tito Ortiz Tomasz Drwal TUF UFC

© 2019 FIGHT24.PL – MMA i K-1, UFC.