UFC – czy więcej znaczy lepiej?

Za nami kolejna gala UFC oznaczona numerem 149, która odbyła się Calgary, Alberta w Kanadzie. Była to także pierwsza gala zorganizowana w tym mieście. Ci którzy wytrwali do tak późnej (lub wczesnej) pory, mogli odczuć spore rozczarowanie.

Moje luźne spostrzeżenie na temat spadku jakości gal UFC.

Niestety tym razem gala nie zachwyciła m.in. poziomem oraz wynikami walk. Nawet sam prezydent organizacji UFC Dana White był rozczarowany i zawiedziony mówiąc na konferencji prasowej po gali, że praca sędziów w oktagonie oraz sędziów punktowych pozostawiała wiele do życzenia. White wspomniał także, iż kilka walk nie wykorzystało potencjału jaki w nich pokładano.

Czy powodem dla którego ostatnio niektóre gale mają niższy poziom może być ich nadmiar? Cofając się nieco w przeszłość i przeglądając ilość gal, które odbyły się w poprzednich latach możemy łatwo zauważyć, że obecnie UFC stało się fabryką, która hurtowo organizuje swoje eventy. Dla przykładu cofnijmy się do roku 2007 w którym zorganizowano 19 gal podczas gdy w 2012 roku tyle samo gal zostało zorganizowanych do dnia 21 lipca a przecież rok się jeszcze nie skończył. Gdyby tego było mało – UFC jako światowy gigant postanowiło stworzyć odrębne gale, które transmitują tylko poszczególne stacje telewizyjne, mamy więc UFC on Fuel TV, UFC on Fox, czy UFC on FX.

Niby wszystko wygląda pięknie ponieważ obecnie UFC jest największą organizacją MMA na świecie a jej ekspansja nadal rośnie. Zdobywanie nowych rynków wiąże ze sobą wpływ kasy ze sprzedaży biletów, PPV oraz za reklamy. Trzeba jednak postawić pytanie, czy więcej znaczy lepiej? Organizując tyle gal z niskim poziomem traci się na jakości.

UFC może się obronić tym, że dopóki ludzie będą kupować bilety i PPV dopóty wszystko będzie ok i interes dalej będzie się kręcił. UFC traci na atrakcyjności przez przesyt organizowanych gal ze słabymi rozpiskami i mało porywającymi walkami. Ryzyko jest więc dość spore ponieważ patrząc na wczorajszą galę oraz kilka wcześniejszych, fani MMA mogą być bardziej ostrożni w wydawaniu pieniędzy.

Osobiście wątpię aby organizacja postanowiła nieco przyhamować biorąc pod uwagę biznes jaki za nią stoi. Uważam jednak, że lekki niedosyt i wyczekiwanie z niecierpliwością na kolejną galę byłoby lepsze niż gala UFC co drugi tydzień. Zapraszam do konstruktywnej dyskusji na ten temat 🙂

11 thoughts on “UFC – czy więcej znaczy lepiej?

  1. Autor pod tytułem „spadek jakości gal” podaje konkretnie tylko tę z numerem 149, w zasadzie nie wskazując na żadną inną więc pisząc tekst pod tym tytułem jedna gala to trochę za mało. Takie wpadki się zdarzają wszędzie, jak sam White stwierdził mocno nawaliła praca sędziów i tych ringowych i tych za kartami(brak reakcji Lavigne’a na bezproduktywne klincze, pomyłka Rosenthal na kopnięciu Riddle’a, dyskusyjne punktowanie), myślę że potrzeba będzie jeszcze kilka takich „przykładów” by stwierdzić spadek jakości federacji, która i tak sportowo i organizacyjnie, nawet po takiej gali, wciąż pozostaje dużo wyżej niż inne organizacje MMA.

  2. Amerykanie może tak, ale Kanadyjczycy niekoniecznie co okazali podczas gali głośnym buczeniem. Gala po prostu słaba, walki nudne, nawet walka wieczoru jak na tą wagę średnio ciekawa. Tak bywa i rzeczywiście ilość gal może na to wpływać. Nie ma aż tak wielu głośnych i elektryzujących nazwisk, żeby robić galę co tydzień. Potem ktoś kto interesuje się mma, ogląda gale, ale nie siedzi w temacie na 100% nie rozpoznaje połowy nazwisk z main cardu.

  3. jaki ten swiat zabawny niby tyle ludzi chce super skilly a jak taki jon jones to nam daje , to co 2 koment ,,dan rozwal go ” itp hehe

    A co do gal niech beda nawet i jeszcze czesciej tu nic nie zmieniac wlasnie to jest tylko frajda a nie np takie kliczki czy haye walcza 2 razy w roku

  4. Również uważam, że na podstawie jednej gali nie można oceniać kilku lat ciężkiej pracy, jaką włożył Dana i wszyscy zawodnicy występujący na galach UFC, żebyśmy mogli oglądać wspaniałe widowiska. Racja- gala 149 nie przejdzie do historii jako gala wszech-czasów, a pierwsza walka pokazała, że sędziowie to tylko ludzie- też się mylą, ale wspominając 148, już krew się gotuje, a kawa sama zaparza w ekspresie na myśl o podobnych eventach i zarwanych nockach na oglądaniu 😉 Poza tym, UFC wciągnęło zawodników z innych organizacji, które albo przestały istnieć, albo odbywają się rzadziej. Więc sądzę, że częstotliwość jest podobna, tylko logo inne. Gorsze dni zdarzają się każdemu. A zwłaszcza Kanadyjczykom ;-ppp

  5. To już nie jedna nieudana gala, tylko kolejna w krótkim okresie czasu. No chyba, że uznacie, że UFC 147 było ok…

    Po UFC 147 i UFC 149 – nad wydatkiem kasy na następne gale widzowie w USA mogą się mocno zastanowić.

    Ja się np zastanowię nad zarwaniem kolejnej nocki…

    Osobiście nie obraziłbym się za powtórkę formuły z UFC 146 – main card = heavyweight. Może nie teraz, ale przy następnej obronie pasa przez JDS warto byłoby znowu coś takiego zrobić.

  6. Akurat gala nawet co drugi tydzien jest jak najbardziej na miejscu. Organizacja zrzesza tylu zawodnikow, ze z rozpisaniem ciekawych dla widza kart, moim zdaniem, nie powinno byc problemu. Szkopul w tym, ze taktyka wiekszosci fighterow w dzisiejszch czasach jest pasywnosc, co niestety odbija sie na widowiskowosci…

  7. To nie ilość a podejście zawodników i poniekąd sędziów. Gale mogły by się odbywać co tydzień, a i tak po wchłonięciu zawodników z Pride i Strikeforce eventy powinny być na odpowiednim poziomie, chyba że przyjmiemy (co wg mojej osobistej opinii jest prawdą), że Strikeforce i Pride reprezentowały jednak niższy poziom niż UFC w tym samym czasie (pod koniec czasu SF i Pride). Tymczasem wydaje się, że zawodnikom ostatnio po prostu nie chce się walczyć lub się boją (nie chcą zaryzykować). Jeżeli komuś nie chce się walczyć vide Lombard i snuje się po ringu czekając, to nie wiadomo jaką byłby gdzie indziej gwiazdą wg mnie White powinien go kopnąć w 4 litery nie czekając na 3 porażki – tak dla pokazania innym że takie podejście to droga donikąd. 3 Porażki też działają na zawodników odstraszająco. Boją się przegrać i liczą na sędziów i mamy to co mamy. Recepta? To co pisałem. Grasz zachowawczo, dziękujemy nieważne czy przegrasz 1 czy 3 razy (odpowiedni zapis w kontrakcie załatwia sprawę, bo możesz walczyć w UFC zarabiać miliony, lub walczyć gdzie indziej za marne centy). I druga sprawa obrona pasa 2 razy do roku. Kontuzja, leci interim a jak dłuższa niż rok kontuzja, sorry, ale tracisz pas i musisz o niego walczyć z czołowym zawodnikiem tej wagi (interim lub mistrz) po jednej walce „sprawdzającej” z drugim w dywizji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.