Trener Georgesa St-Pierre nie jest pewien, czy GSP wróci jeszcze do rywalizacji

Mike Stobe/Getty Images

Niewykluczone, że tak bardzo oczekiwany przez wszystkich powrót Georgesa St-Pierre na gali UFC 217 na której pokonał Michaela Bispinga i zdobył tytuł wagi średniej, mógł być jednorazowym występem.

Niedługo po tej walce, GSP musiał oddać tytuł mistrza ponieważ oznajmił, że zmaga się z wrzodziejącym zapaleniem okrężnicy. To z kolei sprawia, że tak na dobrą sprawę nie wiadomo kiedy i czy w ogóle Kanadyjczyk wróci jeszcze do rywalizacji w MMA. Podobne wątpliwości ma jego wieloletni trener jiu-jitsu, John Danaher, który podzielił się z opinią publiczną swoimi niezbyt optymistycznymi spostrzeżeniami w podkaście JRE MMA Show.

„Prawda jest taka, że ​​nikt nie wie, czy [GSP] będzie dalej walczył, ponieważ sprowadza się to do problemów medycznych. Georges ma problem z żołądkiem. Nie będę twierdził, że jestem ekspertem medycyny, ale jest to jedna z najbardziej frustrujących rzeczy, z którymi Georges musiał sobie poradzić, ponieważ niektóre części ludzkiego ciała są poza kontrolą, a żołądek jest jedną z nich.

W twoim żołądku mogą się dziać rzeczy, których nie możesz kontrolować. Rzeczy takie jak stres pogarszają tylko sytuację, a prawda jest taka, że ​​nikt tak naprawdę nie wie w tym momencie czy on wróci. Jeśli więc pojawiają się wątpliwości, mój instynkt nakazuje mi myśleć: czy naprawdę chcesz wrócić Georges? Zrobiłeś już to wszystko.”

John Danaher skomentował również ostatnie wyzwanie Tyrona Woodleya rzucone w stronę St-Pierre dotyczące walki między nimi.

„Absolutnie, on chciał walczyć z Woodley’em. Myślę, że Tyron Woodley jest świetnym mistrzem. Wiem, że wokół niego jest dużo smrodu i krytyki. Ten dzieciak jest bardzo, bardzo utalentowany… Tyron Woodley jest bardzo trudnym przeciwnikiem do pokonania, ludzie krytykują jego styl, ale nie rozumieją różnicy między zwykłą walką a walką o mistrzostwo. W walkach mistrzowskich albo wygrywasz albo przegrywasz, musisz zrobić wszystko to, co konieczne, aby wygrać. To pierwsza uwaga.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.