Krajobraz po bitwie – UFC Fight Night 61 BigFoot vs. Mir #28

Frank Mir

Kto tak naprawdę odniósł zwycięstwo a kto powinien wstydzić się swojego występu? Dzisiaj będzie wyjątkowo łatwo odpowiedzieć na to pytanie.

Niewątpliwie była to noc niespodzianek, zaskoczeń i niespodziewanych rozstrzygnięć. Pora przyjrzeć się zwycięzcom i przegranym tego eventu.

Własny teren i publiczność nie pomogły Antonio Silvie, Brazylijczyk został już w drugiej minucie znokautowany przez Franka Mira. Dla Amerykanina to pierwsza wygrana od ponad 3 lat, więc nie dziwne, że jest powodem do radości. Dodatkowo 35-latek zgarnął 50,000$ bonusu za najlepszy występ wieczoru. Mimo to uważam, że Mir daleko już nie zajedzie i stoczy jeszcze co najwyżej kilka walk i odejdzie na emeryturę. Po walce z Silva powiedział, że chciałby jeszcze jednego pojedynku z Lesanrem lub Nogueirą jednak myślę, że będący na wznoszącej fali Matt Mitrione będzie lepszym rywalem dla Franka.

Po prawie roku przerwy do oktagonu powrócił Michael Johnson. I powrócił w wielkim stylu pokonując faworyzowanego i znajdującego się dużo wyżej w rankingach Edsona Barbozę. Amerykanin dobrze rozegrał pojedynek naciskając na Brazylijczyka i rzucając w jego kierunku mocne ciosy pięściami. Dla Michaela jest to czwarta wygrana z rzędu. Po walce wyraził chęć stoczenia pojedynku z Bensonem Hendersonem – bardzo możliwe, że dojdzie do tej walki.

Kolejnym zwycięzcą gali został Sam Alvey. Przez wielu nie darzony sympatią Amerykanin już w I rundzie znokautował Cezara Ferreirę. Wiecznie uśmiechnięty przez pierwsze 3 minuty walki niemalże nie wyprowadzał uderzeń czekając na swoją okazję, później świetnie skontrował uderzenie Mutante i nawet dobijające ciosy nie były konieczne. Jak wyliczono, Sam w ciągu walki zadał dokładnie 4 ciosy ale wystarczyły one do odniesienia zwycięstwa.

Dużą niespodziankę sprawił także Adriano Martins. Brazylijczyk bardzo dobrze zaprezentował się w starciu z Rustamem Khabilovem. O wyniku walki zadecydowały głównie zapasy, Adriano bronił prób sprowadzeń ze strony rywala i sam kilkukrotnie go obalił. Wygrana ta jest bardzo cennym łupem, w kolejnej walce Martins zmierzy się z kimś znajdującym się tuż za top15, Rashid Magomedov to dobra opcja.

Druga walka karty głównej zakończyła się bezsprzecznym zwycięstwem największego underdoga gali. Frankie Saenz, bo o nim mowa świetnie pracował w klinczu a dodatkowo obalał i obijał z góry Iuriego Alcantarę. To zwycięstwo spowoduje znaczny wzrost akcji Saenza a może nawet awans do top15 dywizji.

Kolejny dobry pojedynek zaliczył Santiago Ponzinibbio. Argentyńczyk w stójce zasypał Seana Stricklanda dobrymi, celnymi ciosami i chociaż nie skruszył jego szczęki bezapelacyjnie zasłużył na zwycięstwo zadając pierwszą zawodową porażkę Stricklandowi.

Pomimo sporych początkowych problemów zwycięstwo odniosła wczoraj Marion Reneau. Kanadyjka na początku walki wylądowała na deskach po ciosach rywalki ale zachowała się jak należy poddając Jessicę Andrade trójkątem nogami, dzięki temu została nagrodzona 50,000$ bonusu.

Niebywały nokaut zaliczył wczoraj Matt Dwyer. Skreślany przez wszystkich Kanadyjczyk superman punchem znokautował reprezentanta gospodarzy, Williama Macario tym samym prawdopodobnie ratując swój kontrakt z największą organizacją MMA na świecie.

Swoje pierwsze zwycięstwo w UFC odnotował Mike de La Torre. Amerykanin dał pokaz brudnego boksu i w pierwszych 5 minutach znokautował Tiago Tratora. Dla zawodnika MMA Lab jest to 13 wygrana w karierze w tym 12 wygrana przed czasem.

Niewątpliwymi zwycięzcami gali są osoby, które postawiły dużo pieniędzy na zwycięstwa under dogów tej gali. Łącznie na 11 pojedynków tylko w pierwszym zwyciężył faworyt bukmacherów, w pozostałych triumfowali zawodnicy, którym wróżono porażki podczas niedzielnego eventu.

Antonio Silva był jednym z kilku uważanych za „pewniaków” tej gali jednak po raz kolejny Brazylijczyk nie spełnił pokładanych w nim nadziei i szybko przegrał z Frankiem Mirem. Dla Antonio jest to czwarta walka bez wygranej to stawia go w trudnej sytuacji i gwarantuje mocny spadek w rankingu wagi ciężkiej UFC. Problemem będzie też dobranie rywala do kolejnego pojedynku.

Oczekiwań nie spełnił także Edson Barboza. 29-latek nie sprostał agresji i pięściom Michaela Johnsona. Jedyne na co było stać Brazylijczyka to kilka dobrych kopnięć na korpus, które jednak nie wyrządziły żadnej szkody oponentowi. Tym samym potwierdza się to o czym się już kiedyś mówiło, Edson to zawodnik mocny ale zapewne będzie dalej krążył w drugiej piątce top10 i nie przebije się wyżej. Kolejny przeciwnik: może Myles Jury?

Dobrego występu nie zaliczył wczoraj Cezar Ferreira. Mutante rozpoczął walkę dobrze ale zgubiła go nadmierna pewność siebie. Jeden z tego ataków został bardzo dobrze skontrowany przez Sama Alveya w wyniku czego Brazylijczyk znalazł się niemal nieprzytomny na deskach klatki co oznaczało koniec walki.

Do udanych nie zaliczy wczorajszego swojego występu Rustam Khabilov. Rosjanin po kiepskiej walce uległ na punkty Adriano Martinsowi. Główną przyczyną porażki Tygrysa było to co zwykle bywało jego siłą – zapasy. Khabilov nie potrafił obalać Martinsa ani też bronić prób sprowadzeń ze strony Brazylijczyka. Teraz Rustam powraca do treningów u Grega Jacksona co może wróżyć poprawę w jego kolejnym występie.

Aspirujący wysoko Iuri Alcantara nie zdołał wczoraj pokonać Frankie Saenza. Doświadczony Brazylijczyk nie umiał poradzić sobie z klinczowymi uderzeniami i obaleniami ze strony Amerykanina. Porażka z Saenzem będzie skutkować solidnym spadkiem w rankingu wagi koguciej.

Bardzo słabo zaprezentował się wczoraj Sean Strickland. Tarzan nie miał żadnego pomysłu na to jak przeciwstawić się agresji Santiago Ponzinibbio, nieustannie się cofał a jego rywal atakował i wyprowadzał kolejne uderzenia. Dla Amerykanina jest to pierwsza porażka w zawodowej karierze.

W swoją przegraną zapewne ciężko uwierzyć Jessice Andrade. 24-latka dokładnie na własne życzenie przegrała walkę z Marion Reneau po knockdownie pakując się w trójkąt nogami. Ta porażka przerwała passę 3 kolejnych zwycięstw Jessici.

Po wczorajszej gali w trudnej sytuacji znajdują się: Cody Gibson, William Macario oraz Josh Shockley. Cody i William przegrali 3 z 4 ostatnich walk a Shockley został pokonany w dwóch ostatnich bojach. Nie zdziwi mnie zwolnienie każdego z nich ale myślę, że przynajmniej Gibson dostanie kolejną szansę.

Zapewne nieco inaczej wyobrażali sobie tę galę brazylijscy kibice, tylko 3 z 10 reprezentantów tego kraju odniosło zwycięstwa podczas wczorajszego eventu. Niejednokrotnie podczas gali zapadała kompletna cisza gdy brazylijski zawodnik przegrywał przed czasem.

A co Wam najbardziej zapadło w pamięć? Kto zasługuje na wyróżnienie?

2 thoughts on “Krajobraz po bitwie – UFC Fight Night 61 BigFoot vs. Mir #28

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.