Jan Błachowicz zrewanżował się Jimiemu Manuwa na gali UFC Fight Night 127 w Londynie

Brandon Magnus/Zuffa LLC/Zuffa LLC via Getty Images

Jan Błachowicz zrewanżował się Jimiemu Manuwa za poprzednią porażę i pokonał Anglika w co-main evencie gali UFC Fight Night 127 w Londynie.

Błachowicz i Manuwa po raz pierwszy spotkali się niespełna trzy lata temu w kwietniu 2015 roku na gali UFC Fight Night 64 w Krakowie. Wówczas zwycięzcą przez jednogłośną decyzję był Jimi, który zdominował Janka. Tym razem w pojedynku rewanżowym, Jan Błachowicz napisał zupełnie inną historię wygrywając każdą z trzech rund i pokazując się z bardzo dobrej strony.

Manuwa zaczął pierwszą rundę od presji na Błachowiczu wyprowadzając wysokie kopnięcie i poprawiając mocnym prawym. „Poster Boy” zadał kilka solidnych ciosów na tułów i kilka razy poczęstował Polaka soczystymi niskimi kopnięciami otwierając sobie drogę do atakowania prawą ręką. Chociaż Manuwa trafił Janka kilkoma potężnymi ciosami, Błachowicz przetrwał ataki i często bronił się przed nimi sprytnie spychając rywala pod siatkę i tam atakował krótkimi, ale mocnymi podbródkowymi. W połowie rundy, Błachowicz znalazł dobry rytm dla swoich ataków, zadając mocne ciosy Manuwie kombinacjami i prostymi, a pod koniec rundy trafił rywala przewracając go. W tym momencie Błachowicz był bardzo blisko kończenia przeciwnika, ale Manuwa zdołał przetrwać trudny moment.

Do drugiej rundy Manuwa wyszedł z mocno rozbitym i krwawiącym nosem. Błachowicz coraz częściej atakował kombinacjami, ale nie był w stanie zadać tego jednego ciosu kończącego walkę. Manuwa również zadał kilka mocnych ciosów i zamykał Błachowicza pod siatką, ale Janek bardzo mądrze klinczował i schodził po sprowadzenia, ale Manuwa skutecznie się bronił. Pod koniec Manuwa poważnie zagroził Polakowi wyprowadzając mocne wysokie kopnięcie, które wstrząsnęło Cieszynianinem, ale ustał to i kontynuował walkę, chociaż brakowało już trochę siły i tlenu.

W trzeciej rundzie obaj zawodnicy byli już wyraźnie zmęczeni i tempo walki nie było już tak wysokie, ale Błachowicz zaatakował Manuwę kolejną kombinacją ciosów i prostymi. Anglik zaprezentował się najgorzej w tej rundzie zadając znacznie mniej ciosów. Kiedy wydawało się, że walka zakończy się w stójce przy wymianie ciosów, Błachowicz pod koniec rundy zaakcentował jeszcze swoją przewagę udanym obaleniem za obydwie nogi. Chociaż nie mógł zrobić zbyt wiele, Błachowicz utrzymywał kontrolę do ostatniej syreny kończącej pojedynek.

Werdykt sędziów był jednomyślny, którzy wypunktowali zwycięstwo Jana Błachowicza (29-28, 29-28, 30-27). Było to trzecie zwycięstwo z rzędu Janka Błachowicza (22-7) po wcześniejszych. Błachowicz ma za sobą dziewięć walk w UFC, których bilans to 5-4. Zwycięstwo z Jimim Manuwa sprawi, że Jan Błachowicz zajmujący do teraz #11 miejsce w rankingu wagi półciężkiej, wejdzie do pierwszej dziesiątki dywizji. Dla Jimiego Manuwa jest to druga porażka z rzędu po wcześniejszej przegranej z Volkanem Oezdemirem.

Oto, co powiedział Jan Błachowicz po wygranej walce:

„On był potworem. W treningach wypadałem lepiej niż w walce, ale Jimi jest bardzo twardym gościem i niezwykle niebezpiecznym. Dzisiaj zagrałem po swojemu, a nie tak jak on chciał i to była znacząca różnica między tą walką, a poprzednią. Ta wygrana z pewnością umieści mnie w Top 10, ale rankingi nie walczą, ludzie walczą. Kiedy wchodzimy do Oktagonu i zamknął się za nami drzwi, rankingi nie mają znaczenia; chodzi tylko o walkę. Nie lubię wybierać sobie przeciwników, UFC wybiera mi przeciwników. Moim marzeniem było zawsze, aby zmierzyć się z Shogunem, więc może on, ale to UFC wybierze. Dziękuję całej mojej rodzinie, przyjaciołom i wszystkim polskim fanom. To wiele dla mnie znaczy, że zawsze jesteście ze mną w złych i dobrych chwilach. Bardzo Wam dziękuję.”

4 thoughts on “Jan Błachowicz zrewanżował się Jimiemu Manuwa na gali UFC Fight Night 127 w Londynie

  1. Jestem dumny z naszego Janka, ale uważam że powinien go ubić młotkami w parterze. Miał go na tacy. Za rzadko atakował seriami, a jak już to wychodziło mu to znakomicie. Drżałem o tę walkę a tu takie lanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.