Jan Błachowicz chce walczyć o pas z Dominickiem Reyesem, a potem rewanż z Thiago Santosem, jeśli Jon Jones zostanie pozbawiony tytułu

Stephen R. Sylvanie-USA TODAY

Jan Błachowicz uważa, że zasługuje na walkę o tytułu wagi półciężkiej UFC przed Dominickiem Reyesem i Thiago Santosem, którzy byli ostatnimi pretendentami i rywalami mistrza Jona Jonesa. Obydwaj zawodnicy chcą rewanżu z mistrzem.

Jan Błachowicz uważa, że teraz nadeszła jego kolej na pojedynek o mistrzowski pas, ponieważ on jeszcze nigdy o niego nie walczył, a Reyes i Santos mieli już swoje szanse, których nie  wykorzystali. Oto, co Błachowicz miał do powiedzenia w tej kwestii w wywiadzie dla serwisu mmanews.pl:

„Każdy chce sobie utorować drogę, tylko oni już mieli swoją szansę i nie wykorzystali. Teraz niech sobie odpoczną, zrobią sobie jakąś walkę między sobą, a ja poproszę kolejnego pretendenta. Ja jestem następny w kolejce i nikt się w nią nie wpycha. Niech się pojedynkują o pozycję tego z kim będę walczył w obronie.

Chyba 8 kwietnia ma być rozprawa. Ja bym jednak wolał, żeby zawalczyć o ten pas z Jonesem. Dla mnie jednak najważniejsza jest walka o pas. Jeżeli zabiorą mu pas lub zrobią tymczasowy, to ja to widzę tak że walczę z Reyesem, a później rewanż z Thiago. Jeżeli oczywiście Jon odpada z tej układanki, ja tak to widzę.

Osobiście wolałbym walczyć z nim o pas jako następny, ale walka o sam pas jest najważniejsza. Jeśli odbiorą pas Jonesowi, lub jeśli UFC zdecyduje się na pas tymczasowy, myślę, że w tej sytuacji będę walczyć o niego z Reyesem, a następnie rewanż z Thiago Santosem. Oczywiście tylko wtedy, gdy Jones nie weźmie udziału w wyścigu o mistrzostwo.”

Jan Błachowicz odniósł się również do aktualnych problemów Jona Jonesa i jego zatrzymania przez policję oraz aresztowania.

„Wiem, że już go wypuścili, więc zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Chłop nie ogarnia sukcesu, który osiągnął i tu jest problem, bo myśli że wszystko mu wolno, ale to do czasu. Prędzej czy później, jeżeli jeszcze teraz się wywinie, to następnym razem już nie. Zobaczymy jednak na rozwój sytuacji. Życie jest niesprawiedliwe w każdej dziedzinie i niestety tak ten świat jest stworzony. Prawo też jest dla ludzi bogatych. Nic nie zrobimy, możemy tylko ponarzekać, że jest tak a nie inaczej. Ja mogę zrobić swoją robotę w oktagonie. To nie moja rola na bycie sędzią.

Jon idzie grubo i sam sobie podnosi poprzeczkę. Chociaż to potrącenie kobiety w ciąży było nawet gorsze.”

Jan Błachowicz odniósł się również do obecnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, która sparaliżowała również świat MMA:

„Wszyscy mają ten problem, bo 90% ludzi próbuje walczyć o swoje przeżycie. Ja sam nie wiem (co dalej). Wszyscy jesteśmy pod znakiem zapytania, bo cały czas niczego nie wiem. Jeżeli (moja walka) miałaby się odbyć, to pytanie kiedy, bo teraz niczego się nie da zaplanować i do tego nie mam pojęcia czy ja będę następny (w kolejce o tytuł), czy będę musiał czekać. Cały czas żyję w świecie pełnym znaków zapytania, jak niemal każdy.”

Padło również pytanie o to, czy Jan Błachowicz zdecydowałby się zawalczyć 18 kwietnia na gali UFC 249, którą Dana White z całych sił chce zorganizować. Czy Błachowicz przyjąłby ofertę walki?

„No nie, to byłoby ciężkie, bo nie mam możliwości do przygotowania się. Ja się teraz mogę przygotować na leżenie na kanapie, kto dłużej. W takich warunkach to byłoby robienie tego na siłę. Zależy (ewentualnie) od tego jaka byłaby (zaproponowana) sumka, być może tym by mnie przekonali. Wiem jednak, że nie wyszedłbym w 100% przygotowany. W tej sytuacji prawie nikt nie może być przygotowany. (Na szczęście) Klub WCA otworzył się na ludzi i można wynająć sprzęt, więc mam go trochę w domu.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.