FEN 6 Showtime – rysa na fundamencie

FEN 6 Showtime

Nie ma dzisiaj chyba nikogo, kto związany z branżą MMA nie komentowałby tego, co wydarzyło się wczoraj na gali FEN 6 „Showtime”.

Chyba wszyscy chcielibyśmy, by to całe zamieszanie było spowodowane tym, że Fight Exclusive Night po raz pierwszy zawitało pod strzechy wielu Polaków dzięki transmisji w Polsacie lub dzięki bardzo dobrej karcie walk i emocjonującym walkom. Tak się jednak nie stało ze względu na finał wrocławskiej gali, ale o tym za chwilę.

Na razie chciałbym się skupić na tych miłych aspektach wczorajszej gali, a mianowicie poziomie sportowym i wizualnym gali. Tutaj nie można narzekać ponieważ organizatorzy postarali się o bardzo ładną i profesjonalną oprawę. Mogę śmiało powiedzieć, że FEN nie ustąpiło w znaczący sposób pod tym względem największej organizacji w Polsce jaką jest KSW, a co do innych marek było znacznie lepiej. Również karta walk okazała się bardzo dobra i to ona wraz z pojedynkami była najmocniejszą stroną gali. Zarówno dobór zawodników jak i połączenie dwóch formuł walki – MMA i K-1 okazały się strzałem w dziesiątkę. Być może dla wielu osób oglądających po raz pierwszy MMA i K-1 lub słabo znających to środowisko nazwiska zawodników niewiele mówiły, ale bohaterowie gali pokazali bardzo wysoki poziom. Jestem przekonany, że kilka walk wryło się w pamięć niejednemu widzowi.

Niestety w tej beczce miodu znalazła się także łyżka dziegciu w postaci ostatniej walki wieczoru, walki o pas mistrza wagi koguciej. Bohaterami tej walki byli Tymoteusz „Omen” Świątek i Portugalczyk Victor Marinho. Przebieg tej walki znają już chyba wszyscy i komentarze w większości nie są pochlebne. Kto orientuje się w polskim MMA wie, że Tymoteusz Świątek to bardzo ciekawa i oryginalna postać oraz zawodnik, który nie ma w zwyczaju odpuszczać. Tak było też w tym przypadku. Już w pierwszej rundzie Tymek dość mocno oberwał od Marinho i kto wie, czy gdyby walkę sędziował jakikolwiek inny sędzia, to czy nie przerwałby już wtedy tej walki. Komentarze są różne, ale ja uważam, że Świątek bez problemu mógł jeszcze wyjść do drugiej rundy. Fakt, był już mocno obity, ale przecież znamy Omena i wiemy, że wychodził z dużych opresji. Moja euforia związana z pojedynkiem i dopingiem dla Świątka zaczęła maleć w trzeciej rundzie, kiedy widać było totalną demolkę na twarzy Tymoteusza oraz kompletny brak siły. Juz wtedy było wiadomo, że Tymek nie wygra tej walki i osobiście uważam, że to powinien być czas na przerwanie pojedynku. W takim przypadku sędzia widzi najlepiej co się dzieje w walce i on decyduje ostatecznie, czy walka powinna być kontynuowana, czy przerwana. Jeśli sędzia widzi, że zawodnik już nie kontaktuje i z twarzy ma marmoladę, to nawet błagania narożnika o kontynuowaniu walki nie powinny być brane pod uwagę podobnie jak sprzeciw zawodnika odnośnie przerwania walki. Na szczęście Tymek napisał, że nic poważnego mu się nie stało, ale co by było gdyby? Co wtedy powiedzieliby sędzia i narożnik zawodnika? Według mnie oraz wielu innych ludzi winę za to co się stało ponoszą sędzia i trenerzy. Tu już nie chodzi o tytuł mistrza, plamę na honorze za porażkę, ale o zdrowie i życie. Ta walka była już stracona minimum od trzeciej rundy więc po co narażać zawodnika i swojego podopiecznego? Konsekwencje złego scenariusza byłyby jeszcze gorsze. Moim zdaniem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla decyzji sędziego Sebastiana Jagielskiego oraz trenera Tomasza Knappa.

Należy także wspomnieć o tym jakie już są i jakie będą konsekwencje tych decyzji w odniesieniu nie tylko do gali, organizacji FEN i organizatorów, ale także całego MMA w Polsce. Osoby takie jak my, czyli obracające się w tym środowisku będą potrafiły to sobie wytłumaczyć i przejść do porządku codziennego, ale znajdą się tacy dla których wczorajsza walka będzie pretekstem do dyskredytacji tego pięknego sportu jakim jest MMA. Nawiążę jeszcze do licznych komentarzy krytykujących i oskarżających za całą sytuację organizatorów gali w tym prezesa FEN Pana Pawła Jóźwiaka. Nie bądźmy dziecinni, to nie organizator jest od przerywania pojedynków lecz sam zawodnik, sędzia, lekarz lub narożnik.

Na koniec chciałbym dodać tylko, że mam nadzieję iż po tym trzęsieniu ziemi, ten mocny fundament jakim jest polska scena MMA nie zostanie zbyt mocno naruszony. Trzeba jednak podjąć odpowiednie kroki zapobiegające podobnym zdarzeniom. Liczę też, że FIght Exclusive Night udźwignie tę falę krytyki i zorganizuje kolejne gale na wysokim poziomie.

Paweł „Yoshi” Pradyszczuk

3 thoughts on “FEN 6 Showtime – rysa na fundamencie

  1. Słuchajcie, walki zawodowe (tym bardziej o pas), rządzą się swoimi prawami – dopóki zawodnik jest przytomny, broni się i wykazuje chęć do walki, sędzia nie ma prawa przerwać pojedynku. A Tymek dostawał, ale nie padł zimny na deski, tylko starał się oddawać. Od przerwania walki w takim momencie jest narożnik, który przecież widzi, co się dzieje – Omena wszyscy znają i wiadomo powszechnie, że on nie zna słowa „odpuścić”. Podziwiam go za serce do walki, jednak tym bardziej narożnik powinien być czujny i chronić Tymka przed samym sobą 😉
    Tyle w temacie, a Omenowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

  2. bez jaj, „omen” świątek od co najmniej od trzeciej rundy był na autopilocie, cieniutko cieniutko, choć również żenada, że przeciwnik nie potrafił go skończyć szybciej. O sędzi mogę powiedzieć jedynie że… kalosz ( he he )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.