Nadchodzi czas „Sugar” Rashada Evansa

Wypowiadanie się na temat Rashada Evansa, jakoby miał nigdy nie dostać szansy, to poprostu niedomówienie. Nie był faworytem drugiego sezonu telewizyjnego 'reality show' p.t. „The Ultimate Fighter”. Nie zważając na to, wyszedł z tej przygody jako zwycięzca swojej kategorii wagowej.

Następstwem tego było wybranie go na kolejnego rywala byłego mistrza wagi półciężkiej, Chucka Liddella, który był typowany jako zdecydowany zwycięzca tamtego pojedynku. Ci, którzy byli przekonani o takim rozwoju wydarzeń, wyszli z tamtej gali podtrzymując sobie opadającą szczękę, jako że Evans zafundował Liddellowi niezapomniany nokałt, powalając na na ziemię 'zamaszystym prawym'.

Ostatniej nocy również był rzekomym mięsem armatnim dla świeżo upieczonego mistrza, który odebrał wcześniej pas Jacksonowi (UFC 86). Forrest, także będący zwycięzcą jednej z edycji TUF, był postrzegany jako triumfator i tej walki wieczoru, podczas UFC 92: TheUltimate 2008.

Evans, zarówno jak wcześniej Jackson i Mir, rozwiał wątpliwości wszystkich zgromadzonych w MGM Grand Garden Arena w Las Vegas, co do swoich możliwości, zaliczając techniczny nokałt w trzeciej rundzie potyczki z Griffinem. Część krytyki nałożonej na Evansa to twierdzenie, że wolno się rozkręca. On praktycznie oddał Griffinowi dwie pierwsze rundy, by w dodatku ujść z życiem po 'ciosie supermana' pod koniec rundy drugiej. Wyglądało to tak, jakby to uderzenie obudziło Rashada, zirytowało i następnie wprawiło w zakłopotanie.

„Złapał mnie tym 'ciosem supermana', z tych wszystkich uderzeń pod koniec rundy drugiej,” powiedział Evans. „Wkurzyło mnie to w penym sensie. Wszyscy w moim obozie stosują ten rodzaj uderzenia i nie sądziłem, że kiedyś mógłbym sam zostać takim trafiony. Jestem jakby kur…sko zażenowany.”

Evans był co prawda skonsternowany, gdy dopadł Forresta, jednak nie przestał walić w niego dopóki sędzia nie przerwał tej jadki.

„Byłem na nim a jego garda nie była stabilna. Pozwalał mi bym go uderzał a ja wtedy myślałem, że nie pozwoliby abym w niego walił. Dopuścił bym trzepnął go jeszcze raz i pomyślałem, że może jest zraniony. Uśmiechał się cały czas, przez co nie byłem pewien, czy naprawdę jest zraniony, czy może tylko udaje. Kontynuowałem dostarczanie ciosów w jego uśmiechniętą twarz i….. przestał się wkońcu uśmiechać. Forrest był twardy.”

Małe co nieco, dla tych, którzy
nie widzieli jeszcze tego starcia.

Nadszedł oficjalnie czas „Sugar” Rashada Evansa, a jeśli ktoś ma wątpliwości co do jego umiejętności, to Frank Mir zadał będące jak najbardziej na miejscu, pytanie retoryczne dla tych wątpiących:

„Ilu mieliśmy niepokonanych mistrzów?”, zapytał z myślą o dorobku 18-0-1 Evansa.

źródło: fightnews.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *