Fight Exclusive Night 2 – relacja

W sobotę, 8-ego marca miałem przyjemność zasiadać na trybunach i oglądać galę Fight Exclusive Night 2.

Byłem niezmiernie ciekawy, jak wygląda gala FEN na miejscu. W telewizji można oczywiście zamaskować błędy, na które narzekali dwaj zawodnicy, którzy brali udział w pierwszej gali. Zebrawszy od nich niepochlebne opinie na temat organizacji Pawła Jóźwiaka sam wybrałem się do Wrocławia i pełen obaw oddałem się oglądaniu pojedynków.

Kartę walk otworzyła potyczka Patryka Paducha z Boi Team Wrocław oraz Mateusza Hyżego z Fightmana Bochnia. Od samego początku pojedynku przewaga należała do podopiecznego Pawła Szubarta. Paduch konsekwentnie dążył do obaleń i obijał rywala w parterze. Dwukrotnie ‚Paddy’ próbował dźwigni na łokieć, jednak zawodnik z Bochni był w stanie uciec z zagrożonej pozycji. Patryk w drugiej rundzie dokończył dzieła zniszczenia i zmusił sędziego do przerwania walki po uderzeniach w parterze. Właśnie takie walki otwarcia są najlepszą zapowiedzią gali i wyostrzają apetyt przed głównym daniem, na które wszyscy czekają.

Później nastąpiła prezentacja zawodników i wejście na antenę telewizji FightBox. Zgromadzeni w hali fani z entuzjazmem przywitali miejscowego zawodnika, Damiana Komisarskiego z Lutadores, który skrzyżował rękawice z Damianem Pomocką z Shooters Konin. Ta walka zdecydowanie należała do jednej z najlepszych walk na gali. W moim prywatnym rankingu pojedynków zajęła trzecie miejsce. ‚Komis’ niesiony dopingiem swoich fanów postanowił pokazać walkę we wszystkich płaszczyznach, by każdy z widzów mógł zrozumieć co to jest MMA. Komisarski miał swoje wzloty i upadki, próbował duszenia gilotynowego, a w trzeciej rundzie skutecznie wybronił dosiad rywala, który zasypywał go ciosami. Wrocławianin w pełni zasłużył na zwycięstwo po emocjonującej walce, a Pomocka z pewnością pluje sobie w brodę, że nie udało mu się skończyć rywala ciosami z dosiadu. Co ciekawe, swoje kolejne walki Damian uzależnia od decyzji żony, która za zawodnika odpowiedziała na konferencji prasowej, że jeśli mu pozwoli zawalczyć, to zobaczymy go jeszcze w MMA. Damian zadedykował jej zwycięstwo w tej walce, więc może to wystarczy, by jego druga połówka przekonała się do sportu.

Przydomek ‚Przemoc’ idealnie odzwierciedla styl walki Przemysława Bubińskiego. Reprezentant Kohorty Poznań wychodzi do swoich walk z jedną myślą: rywala ma bardziej boleć. Jego przeciwnikiem był miejscowy Piotr Rogosz i ich pojedynek stał na wysokim poziomie. Obydwaj zostawili mnóstwo serca w ringu, a w przypadku Przemka nawet krew. Niestety dla podopiecznego Grzegorza Waligury jego zawodnik przegrał przez decyzję. Walka była niezwykle wyrównana i nie brakowało w niej niczego. Życzę sobie i innym fanom tego sportu, by wszystkie pojedynki były tak zacięte.

Jak powszechnie wiadomo, nie ma w Polsce udanej gali MMA bez freak fightu. Takie walki weszły już w świadomość fanów MMA i nie rażą w oczy, o ile zawodnicy mają przeszłość sportową. Muskularny zawodnik z Iławy, Janusz Dylewski dał się zaskoczyć Michałowi Piszczkowi i został poddany kimurą, której nie chciał w czas odklepać. Pojedynek przebiegał po myśli Dylewskiego, który szybko znalazł się w parterze w pozycji dominującej. ‚Dylek’ bił ciosami z góry, ale w drugiej połowie rundy Piszczek nagle skręcił się do kimury z gardy i ku zaskoczeniu niemal wszystkich, poddał twardego Dylewskiego. Wielu zawodników było zaskoczonych takim rezultatem. Fani MMA w Polsce kojarzą Dylewskiego z walk w wielu organizacjach, głównie PLMMA, gdzie ‚Dylek’ twardo stawiał opór rywalom. Sympatyczny zawodnik z Iławy przypłacił tą walkę kontuzją barku, jak sam mówił ma zerwany bark, ale nie planuje zamartwiać się kontuzją. W powietrzu wisi walka z Józefem Warchołem, a także zapowiedział chęć rewanżu z Piszczkiem. Zawodnicy wykazali sportowego ducha po pojedynku, co oczywiście cieszy.

Dziwnie, naprawdę bardzo, bardzo dziwnie… Właśnie w takki sposób zakończyła się walka w formule K-1 Radosława Pupina i Andrzeja Kulika. Podopieczny Dobrosława Bieleckiego wygrał pojedynek, po tym jak Pupin go poddał w trzeciej rundzie i ot cała historia walki. Naprawdę nie wiem co napisać, bo gala naprawdę mi się podobała.

Główną kartę walk otworzył Patryk Grudniewski. Najbardziej czekałem na ten pojedynek, by na własne oczy zobaczyć, jak doskonały uderzacz zmienia się powoli w rasowego zawodnika MMA. Nie zawiodłem się. Patryk rozpoczął współpracę z zawodnikami Ankos Zapasy i widać było jej efekty. Kibic Śląska Wrocław zmazał plamę po walce z Grzegorzem Szulakowskim na FEN 1 i to w doskonałym stylu. Pełna dominacja, bo tylko tak można określić to, co działo się w jego walce z Mateuszem Tatarkiem ze Spartakusa Rzeszów. Grudniewski kopał, bił i bronił obaleń, chociaż nie uniknął zapoznania się z matą. Dynamiczne kopnięcia, silne kolana i ciosy zmusiły sędziego do przerwania walki w pierwszej rundzie. Doskonały pokaz Grudniewskiego, który oczekuje przyjścia na świat kolejnego dziecka. Mam nadzieję, że częściej będziemy mogli oglądać Patryka w klatce, czy na ringu i z coraz mocniejszymi rywalami. Treningi w Ankosie przyniosły pożądany efekt i jeśli zawodnik z Oleśnicy, będzie dalej pracował, to może niebawem dołączyć do czołówki wagi lekkiej w Polsce. Potencjał ku temu jest, teraz wszystko w rękach Grudniewskiego. Ten zawodnik wywarł na mnie największe wrażenie i z pewnością będę jeszcze baczniej śledzić jego karierę.

Nie tylko z utytułowaną rywalką, ale również z wysoką gorączką udało się wygrać Sylwii Juśkiewicz. W walce na zasadach K-1 zmierzyły się dwie reprezentantki Łodzi. ‚Mała’ akcjami bokserskimi wywalczyła uznanie sędziów i zasłużenie odniosła zwycięstwo nad Martą Chojnoską. Kombinacje ciosów, zakończone silnymi sierpami zapewniły jej zwycięstwo. Był to doskonały pojedynek, który koniecznie trzeba zobaczyć. Zwyciężczyni po walce tryskała energią, a do legendy przejdzie z pewnością jej żelazny uścisk. Ściskając jej dłoń w geście gratulacji wydawało się, że włożyliśmy ją w imadło. Nie omieszkałem oczywiście pogratulować zawodnicze z Łodzi i na własnych kościach, chyba jeszcze całych, poczuć siłę uścisku. Sylwia nie wyklucza kolejnej walki z Martą, ale na zasadach MMA. Wszystko zależy od Pawła Jóźwiaka, który nie wykluczał pojedynku w tej formule. Dla wszystkich wielbicieli talentu i urody Juśkiewicz nie mam najlepszej informacji. Po pierwsze młoda fighterka ma w tym roku maturę, a po drugie chłopaka. Mam nadzieję, że w tym momencie nie popękały wam serduszka.

Najwięcej emocji miała zapewnić walka utalentowanego Tymoteusza Świątka z Gerardem Linderem. Pojedynek miał się odbyć na jednej z gal PLMMA, a jego stawką miał być pas wagi koguciej. Tamte plany nie zostały zrealizowane, ale do tej konfrontacji doszło na FEN 2. Wiele osób stawiało, że obydwaj nie będą przykładać wielkiej wagi do założeń taktycznych i pójdą na wymianę. Właśnie tym zaskoczył wszystkich Świątek, który rozpoczął pojedynek spokojnie. Szybko pod prawym okiem zawodnika Fightmana Bochnia pojawiło się rozcięcie, które ‚Omen’ przypisał pięści Lindera. Gdy pojedynek przeniósł się do parteru mistrz świata Kickboxingu znalazł się na górze i postawił na ciosy w parterze. Najpierw przetrwał duszenie gilotynowe, ale później zlekceważył uchwyt Świąta za nadgarstek, przez co dał się złapać w duszenie trójkątne. Nieco trwało, zanim twardy Rom z Andrychowa się poddał, ale ostatecznie to Świątek wyszedł zwycięsko z pojedynku. Jest to zdecydowanie jedno z najcenniejszych zwycięstw Świątka w karierze, który apelował na konferencji o wprowadzenie klatki. Tym samym ‚Omen’, nazywany również ‚Nieśmiertelnym’, powiedział, że taki był plan i potwierdził wysokie miejsce w dywizji koguciej w Polsce. Między zawodnikami nie było żądnych animozji, obydwaj się szanowali, co było widać na ważeniu. Zawodnik Fightmana chwalił przeciwnika za cios i docenił jego klasę sportową. Jednocześnie zapowiedział, że za miesiąc zawalczy w Finlandii. Życzymy mu więc powodzenia i mamy nadzieję, że wróci z tarczą.

Walka wieczoru najbardziej elektryzowała fanów. Dołączyłem do Mateusza Pogudza ze Zgorzelca i w towarzystwie tego zawodnika obejrzałem ostatnią walkę. Wspierany niemal przez całą halę, były bokser, Wojciech Bartnik zmierzył się z Michałem Demblerem z Nowego Miasta Lubawskiego. Dwaj sympatyczni Panowie łącznie mieli 89 lat, ale nie to było najważniejsze. Przyznam szczerze, że stawiałem, że FEN wzorem innych polskich organizacji, postanowiła promować Wojtka i dać mu rywala, którego szybko pokona i zostanie bohaterem. Wielu ‚ekspertów’ mówiło, że ten pojedynek wygra ten, który za szybko się nie posypie. Jak się wszyscy mylili, łącznie ze mną. W pokorze posypuję głowę popiołem i zwracam honor Michałowi. Dwaj sympatyczni zawodnicy, a prywatnie bliscy znajomi, zostawili przyjaźń poza ringiem i poszli na całość. Zaangażowania, kondycji i sprawności pozazdrościć im może niejeden z chłopaków w młodym wieku. Dembler postawił twarde warunki Bartnikowi, doskonale kopał, nie przejmował się ciosami w parterze i wyszedł by wygrać, a nie odebrać pieniądze za pojawienie się, co jest znane reprezentantom Polski w innej dyscyplinie sportu. Każdy z zawodników miał swoje momenty, Dembler prawdopodobnie złamał szczękę rywalowi, a Bartnik ozdobił twarz przeciwnika siniakami i obtarciami. Ci, którzy szukają dziury w całym na pewno przyczepią się do dużej ilości klinczu. Dla mnie jednak był to pojedynek dwóch ludzi, których łączy wspólna pasja mimo upływającego wieku. TAK! W TYM WIEKU TEŻ MOŻNA! Można też wiele napisać o walce, ale nie to jest najważniejsze. Dembler walczył dzielnie, chociaż cała hala wspierała byłego boksera. Nie ma mowy o mismatchu czy freak fight. Zobaczyliśmy dwóch sportowców, wspaniałych amabsadorów sportu i pojedynek, który naprawdę trzymał w napięciu do samego końca. Gratulacje zarówno dla Bartnika, Demblera, jak i dla organizatorów, za dostarczenie wielu emocji.

Galę oceniam naprawdę pozytywnie. Widać, że szef FEN, Paweł Jóźwiak wyciągnął wnioski z pierwszej gali i druga była już bardzo udana. Oczywiście trzeba wskazać również minusy tej gali, bo można się oczywiście do czegoś przyczepić. Najpierw jednak pozytywy. Skład sędziowski sprawdził się znakomicie. Sędzia ringowy, Sebastian Jagielski nie popełnił żadnego błędu, który mógł kłuć w oczy. Żadnego pojedynku nie przerwano ani za wcześnie, ani za późno. Żaden z pojedynków nie zakończył się kontrowersyjną decyzją. Sędziowie wykazali pełny profesjonalizm. Walki w ringu zamiast w klatce również uważam za plus. Jak mówią, mądry Polak po szkodzie, ale sędzia Jagielski naprawdę dbał o to, by zawodnicy nie wypadli poza ring. Oczywiście lepsza widoczność pojedynku przez liny jest mniej ważna, ale na pewno korzystna dla fanów. Oprócz walk organizatorzy przygotowali liczne atrakcje, które przedstawicielom tej brzydszej płci musiały przypaść do gustu. Na uwagę zasługuje również fakt, że pojedynki zapowiadał Waldemar Kasta, jeden z najbardziej charakterystycznych głosów na rodzimej scenie MMA.
Jeśli chodzi o niedociągnięcia, to oczywiście było ich kilka. Na pewno profesjonalizm poprawiłaby obecność ludzi, którzy kleiliby zawodników. Lód, zmrażacze i inne rzeczy pomocne przy stłuczeniach, rozcięciach też by się przydały. Zawodnicy nie narzekali na organizację, a przynajmniej ja się z takimi narzekaniami nie spotkałem. Jest to dobry prognostyk przed kolejnymi galami FEN, które miejmy nadzieje wejdą na stałe do kalendarza polskich fanów i będziemy mieli na naszym podwórku coraz więcej profesjonalnych organizacji, czego sobie i tym, którzy przeczytali tą długą relację, życzę.

3 thoughts on “Fight Exclusive Night 2 – relacja

  1. Szkoda, że ta gala nie była tak wypromowana jak PROMMAC. Chociaż skoro relacje są pozytywne to może następne gale będą bardziej promowane. Wiadomo, że promocja to bardzo duże koszta. Jak zorganizują w Łodzi to z chęcią się wybiorę.
    Śmieszy mnie tylko ta walka na zasadach K1. Pupin go poddał, a Kulik wygrał

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *